Strażnicy Galaktyki vol. 2 – Schemat, który się sprawdza

Po sukcesie pierwszej części, ludzie odpowiedzialni za przeniesienie uniwersum Marvela na ekrany kinowe, zdecydowali o powstaniu kolejnego filmu o Starlordzie i jego przyjaciołach, podróżujących po kosmosie by zneutralizować wszelkie możliwe niebezpieczeństwa. “Strażnicy Galaktyki vol. 2” musieli zostać zekranizowani. I bardzo dobrze. Bardzo często zdarza się, iż druga cześć przygód postaci nie dorównuje pierwszej, w tym przypadku na szczęście jest inaczej. Wysokiej klasy humor, duża ilość dowcipów i żartów sytuacyjnych, będąca udziałem Quilla, Rocketa i reszty ekipy podczas wykonywania niebezpiecznych misji, docenimy także tutaj. Nie przeszkadza fakt, iż schemat użyty w “Strażnikach Galaktyki” jest jednym z najpopularniejszych w historii kina. Mamy głównego bohatera, ani nie najsilniejszego, ani nie najprzystojniejszego – bez urazy, przecież Chris Pratt prezentuje się tu nadzwyczaj korzystnie – ale dzięki charyzmie, urokowi osobistemu i dowcipowi będącego ulubieńcem wszystkich. Jego najlepszy przyjaciel to potrafiące mówić zwierzę, niezwykle inteligenty w skali całego wszechświata, bez którego pomysłów i talentów żaden plan nie byłby możliwy do wykonania. Jest bohater, którego każde pojawienie się na ekranie wywołuje tą samą reakcję – długie, przeciągłe westchnienie “ooooo”, gdyż taki jest słodki. Wreszcie mamy potężnego, choć niespecjalnie lotnego osiłka i silną, niezależną kobietę, która z jakiegoś niezrozumiałego powodu darzy sympatią głównego bohatera. Każdy z nas taki schemat widział, i to nie raz. “Strażnicy Galaktyki vol.2” dają jednak pewność, że z nimi wszechświat jest bezpieczny, a dobra zabawa – gwarantowana.